3/27/2008

W zeszłym roku, któregoś pięknego marcowego dnia wpadła mi w ręce niemiecka gazeta o dzieciach ulicy z Odessy. Coś w sercu zaiskrzyło, coś się zapaliło. Nie do końca wiedziałam jeszcze co, choć-o ile sobie dobrze przypominam- gdzieś , kiedyś wśród tysiąca pomysłów na życie-znalazłam ten dotyczący wyjazdu "na misję".
Zbliżała się Lednica 2007- nie spodziewałam się tam wielkich przełomów w moim zyciu... od miesięcy próbowałam rozeznać co jest moją drogą...
A jednak- trzy niezwykłe elementy - SPOWIEDŹ ŚWIĘTA, gdy usłyszałam od Kapłana słowa "może dziś, kiedy masz czyste serce Pan wskaże Ci drogę, tylko otwórz sie na Jego działanie" . Poszłam do kaplicy... (...)
Wracając do autobusu wraz z koleżanką cała drogę radośnie śpiewałyśmy i tańczyłyśmy wychwalając Pana. Zatrzymał nas ksiądz Tomas-jak się później okazało-salezjanin- zaczęliśmy rozmawiać. Spytał" a na misję na wschód nie chcesz jechać? w Odessie jest taki ośrodek.... " -zatkało mnie. Może to banalne, niewiarygodne ale wtedy już wiedziałam- ODESSA,UKRAINA.... we wrześniu pojechałam na pierwsze spotkanie formacyjne do Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego do Warszawy :)

1 komentarz:

Bożena pisze...

Nic nie dzieje się samo czy przypadkowo.
Serdecznie pozdrawiam.
B.S.