7/19/2009

autobus w plomieniach

Wprawdzie oboz –drugi już – dobiega końca, to jednak postanowiłam się podzielić z Wami choćby odrobiną naszych przeżyć.
Z początkiem tygodnia rozpoczęliśmy z dziećmi przygodę w poszukiwaniu zaginionego czasu.
Wyjazdy nad morze, bieg patrolowy po muzeach, gry i zabawy…konkursy różnego typu każdego dnia były naszym udziałem:)
Na twarzach wszystkich widniał uśmiech – co jest dla nas najważniejsze. I nie grają na słodycze ani inne nagrody ale zwyczajnie- dla „drużby” , dla samej zabawy.:)
Dziś gdy po raz kolejny wybraliśmy się nad morze „magicznym wehikułem czasu 220”( magiczny autobus- magiczny-bo jeszcze jezdzi) sprzed -nie wiem ilu lat – przy samej niemalże mecie nasz wehikuł stanął w płomieniach.
Chwała Bogu że nic nikomu się nie stało.
Dziesiątki razy przekonuję się tu , ze Opatrzność czuwa nad nami.
Czasem to co w Polsce mogłoby wydawać się czymś ekstremalnym- tu jest na porządku dziennym , za to tutejszy extreme – często zaskakuje mnie nie mniej niż przed rokiem. Ale mowcie sobie co chcecie- ja naprawde to lubię.

7/14/2009

ostatni miesiac....

Od czasu do czasu czytam blogi innych wolontariuszy… Przemek wczoraj napisał maila, już z Polski… Nieprawdopodobne jak prędko ten rok minął.
Czas powrotów do domów, do najbliższych, do przyjaciół, do starego świata, który –tak dobrze-znamy, ale pewnie który przysporzy nam wiele trudności nim się w nim odnajdziemy na nowo. Nie bądźcie zdziwieni Kochani…Każdy z nas kto miał to szczęście i mógł pełnić służbę w jakimś zakątku świata przez rok – nie może wrócić nie odmieniony.
Procesy , które we mnie zachodziły przez ten rok często dla mnie samej były szokujące i nadal są.
Z pozoru nic się nie zmieniło- za miesiąc do Polski wraca ta sama Ewa…
Nie zmienił mi się kolor oczu, ale spojrzenie – mam inne…i serce inaczej bije wystukując rytm „lezginki”.
Czasem odnoszę wrazenie , ze odnalazłam w sobie kogoś kogo nigdy dotąd nie znałam. Nie wiem czy jest to ktos lepszy, jest na pewno odmieniony…
a może się mylę? Nie wiem… to już dostrzegą lub nie- Ci, którzy znają mnie najlepiej.
Na wiele spraw patrzę z zupełnie innej perspektywy. Pewnie rok temu do głowy by mi to nie przychodziło.
Czytałam dzis list Oli i Macka, którzy sa w Hwange , w Zimbabwe. Heh… mnie tez wielu ludzi pyta już teraz- „i co dalej”?
Powiem wam co dalej- dziś nie znam na to pytanie odpowiedzi. Nie znam i nie zadręczam się tym, nie szukam jej na siłe. Przyjdzie w swoim czasie. Mam jakies pomysły, ale nie to jest najistotniejsze w tym. Ufam i wierze- KOMU? – to już tez powinniście wiedziec :)
Wszystko chciałabym złożyć na Jego ręce… by tylko On mna kierował, by Jego- nie moja wola była spełniona…a by moja wola- była zawsze zgodna z Jego wola… a gdy nie jest – bym z pokorą potrafiła ja przyjmować… a czasem to takie trudne…

7/07/2009

... MODLITWA...

jest taka ZATOKA, do ktorej wplywaja dobre wiesci...

Ta przyplynala w jednej butelce...

Nie moglam sie nia z Wami nie podzielic :)

Odrobine dlugie- ale prosze-wytrwajcie do konca w czytaniu :)



... MODLITWA...

"Człowiek:
Ojcze nasz, który jesteś w Niebie

Bóg:
Tak słucham

Człowiek:
Nie
przeszkadzaj mi, modlę się.

Bóg:
Przecież Mnie wezwałeś.

Człowiek:
Wezwałem?
Ciebie? Nie wzywałem Cię. Ja tylko się modlę. Ojcze nasz, który jesteś w
niebie...

Bóg:
Widzisz, znowu Mnie wezwałeś.

Człowiek:
Czyżby
ja?

Bóg:
Wezwałeś Mnie. Powiedziałeś: "Ojcze nasz, który jesteś w niebie" - i oto
jestem. Co miałeś na myśli mówiąc to?

Człowiek:
Tak właściwie, to nic nie miałem na
myśli... Ja po prostu odmawiałem swoją codzienną modlitwę. Zawsze odmawiam "Ojcze nasz".
To sprawia, że czuję się jakoś lepiej, jak po dobrze spełnionym obowiązku.

Bóg:
No
dobrze, mów dalej.

Człowiek:
Święć się Imię Twoje...

Bóg:
Zaczekaj moment. Co
przez to rozumiesz?

Człowiek:
Przez co?

Bóg:
Przez święć się Imię Twoje.


Człowiek:
To znaczy... To znaczy, że... A niby skąd mam wiedzieć? To jest po prostu
część modlitwy. A tak właściwie, to co to znaczy?

Bóg:
To znaczy godzien najwyższego
szacunku, święty, wspaniały...

Człowiek:
Ooo, to zaczyna nabierać jakiegoś sensu!
Nigdy wcześniej nie rozmyślałem nad tym, co oznacza "święć się", "przyjdź Królestwo
Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi..."

Bóg:
Czy naprawdę tego
chcesz?

Człowiek:
Pewnie, czemu nie...

Bóg:
A co robisz, żeby tak się
stało?

Człowiek:
Robię? Chyba nic. Tak tylko sobie myślę, że byłoby całkiem fajnie,
gdybyś zaczął kontrolować tu na dole wszystko - tak jak robisz to na górze...

Bóg:
A
czy Ja mam kontrolę nad tobą?

Człowiek:
Ależ tak... Chodzę do kościoła... Modlę się...
Chodzę na religię...

Bóg:
Nie o to pytałem. A co z twoimi przyzwyczajeniami
kierowanymi pożądaniem? Co z tak częstym brakiem opanowania? To są naprawdę twoje
problemy. A teraz spójrzmy na to jak wydajesz swoje pieniądze - wszystko tylko na siebie.
A co z książkami i czasopismami jakie czytasz?...

Człowiek:
Przestań się mnie tak
czepiać! Jestem tak samo dobry jak część całej reszty udawaczy, którzy przychodzą do
kościoła.

Bóg:
Przepraszam. Myślałem, że modlisz się o to, żeby stała się Moja wola.
Jeśli ma się tak stać - wszystko musi się zacząć od tych, którzy się o to
modlą.

Człowiek:
Widzę, że mam jednak sporo niedociągnięć. Teraz, gdy o nich
powiedziałeś, mógłbym dodać jeszcze parę innych...

Bóg:
Ja też.

Człowiek:
Nigdy
nie myślałem o tym, co robię w ten sposób - aż do tej chwili. Naprawdę chciałbym odrzucić
parę z tych rzeczy. Chciałbym być... naprawdę wolny.

Bóg:
Dobrze. Teraz już dokądś
zmierzamy. Będziemy pracowali razem.: ty i Ja.

Człowiek:
Słuchaj Panie... Muszę już
kończyć. To naprawdę trwa o wiele dłużej niż zwykle. Chleba naszego powszedniego daj nam
dzisiaj...

Bóg:
Powinieneś zrezygnować trochę z tego chleba. Zdaje Mi się, że ważysz
sporo ponad normę...

Człowiek:
Zaraz, zaraz! A co to ma być? Światowy Dzień
Krytyki???

Bóg:
Modlitwa może być rzeczą niebezpieczną. Mógłbyś się jakoś zmienić. To
właśnie próbuję ci uświadomić. Wezwałeś Mnie i oto Jestem. Módl się dalej. Jestem ciekawy
następnej części twojej modlitwy.

Człowiek:
Boję się...

Bóg:
Obawiasz się?
Czego.

Człowiek:
Wiem, co powiesz...

Bóg:
Spróbuj, a przekonasz
się.

Człowiek:
"I przebacz nam nasze winy, jako i my przebaczamy naszym
winowajcom".

Bóg:
A co z Darkiem?

Człowiek:
Widzisz? Wiedziałem! Wiedziałem, że
będziesz o tym mówił. Panie, to co on o mnie opowiadał to kłamstwa! Nigdy nie oddał mi
tych pieniędzy, które był mi winien! Mam powody, żeby mu się zrewanżować.

Bóg:
A twoja
modlitwa? Co z twoją modlitwą?

Człowiek:
Wcale o tym nie
myślałem.

Bóg:
Przynajmniej jesteś szczery. Chyba nie jest rzeczą dobrą nosić taki
ciężar goryczy gdzieś w środku... Racja?

Człowiek:
Z pewnością tak. Ale poczuję się
zaraz lepiej jak tylko wyrównam rachunki.

Bóg:
Wcale nie poczujesz się lepiej.
Będziesz czuł się o wiele gorzej. Taki rewanż nie niesie ze sobą słodyczy. Pomyśl jak
nieszczęśliwy już jesteś. Ale ja mogę to wszystko zmienić.

Człowiek:
Możesz?
Jak?

Bóg:
Przebacz Darkowi. Wtedy ja przebaczę tobie, a wtedy nienawiść i grzech będą
problemem Darka, a nie twoim. Możliwe, że stracisz pieniądze, ale zyskasz spokój w swoim
sercu.

Człowiek:
Boże, ja nie potrafię przebaczyć Darkowi...

Bóg:
Więc Ja nie mogę
przebaczyć Tobie.

Człowiek:
Masz rację. Ty jak zwykle masz rację. Dobrze, dobrze...
Przebaczę mu. Panie, pomóż mu znaleźć właściwą drogę w życiu. On musi być strasznie
nieszczęśliwy. Każdy kto robi takie rzeczy jak on, powinien przestać. W jakiś sobie znany
sposób, pokaż mu drogę prawdy.

Bóg:
No, no. Świetnie. Jak się teraz
czujesz?

Człowiek:
Hmmm. Całkiem nieźle. Naprawdę nieźle. Prawdę mówiąc, po raz
pierwszy odkąd pamiętam, pójdę spać bez obciążenia

Bóg:
Jeszcze nie skończyłeś swojej
modlitwy. Mów dalej.

Człowiek:
I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode
złego...

Bóg:
Dobrze, dobrze. Zrobię to. Tylko nie wpychaj się w miejsca, w których
możesz ulec pokusie.

Człowiek:
Co przez to rozumiesz?

Bóg:
Przestań się wałęsać
wokół kiosków, gdzie sprzedawany jest "Playboy". Zmień niektóre ze swoich przyjaźni.
Niektórzy z twoich tak zwanych przyjaciół zaczynają przystępować do ciebie. Całkowicie cię
wplączą w jakieś złe sprawy. Nie daj się "robić w konia". I nie traktuj mnie jak drogi
ucieczki.

Człowiek:
Nie bardzo rozumiem.

Bóg:
Oczywiście, że rozumiesz. Robiłeś to
wiele razy. Pakujesz się w jakąś brzydką sytuację, w jakieś kłopoty - a dopiero potem
uciekasz do Mnie. "Panie pomóż mi wydostać się z tego bałaganu, a przyrzekam, że nigdy
więcej tego nie zrobię". Pamiętasz parę takich transakcji, które próbowałeś ze Mną
robić.

Człowiek:
Tak, Panie pamiętam. I bardzo się wstydzę. Naprawdę.

Bóg:
Którą z
tych "transakcji" pamiętasz?

Człowiek:
Kiedyś jedna kobieta mieszkająca obok
widziała mnie jak wychodziłem z sąsiedniego baru. Powiedziałem wtedy mojej matce, że idę
do sklepu. Pamiętam jak Cię prosiłem "Boże nie dopuść, żeby powiedziała o tym mojej
matce... obiecuję, że w każdą niedzielę będę na Mszy św."

Bóg:
Ona nic nie
powiedziała twojej mamie, a ty nie dotrzymałeś słowa, czy nie
tak?

Człowiek:
Przepraszam Panie, naprawdę. Do dziś byłem przekonany, że jeśli
odmawiam codziennie "Ojcze nasz"... mogę robić co mi się podoba. Prawdę mówiąc nie
oczekiwałem, że coś takiego - jak dziś - mogłoby się wydarzyć.

Bóg:
Mów dalej i
dokończ swoją modlitwę.

Człowiek:
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na
początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

Bóg:
Czy wiesz, co przyniosłoby Mi
chwałę? Co by naprawdę Mnie uszczęśliwiło?

Człowiek:
Nie, ale bardzo chciałbym
wiedzieć. Chcę sprawić Ci przyjemność. Teraz widzę jak wspaniale być Twoim
naśladowcą.

Bóg:
Właśnie odpowiedziałeś sobie na to pytanie.

Człowiek:
Jak
to?

Bóg:
Tak największą chwałę mogą Mi przynieść ludzie tacy jak ty, ludzie , którzy
naprawdę Mnie kochają. Widzę, że coś takiego ma miejsce między nami. Teraz, gdy część
twoich starych grzechów została ujawniona i oddalona, kto wie co możemy razem
zdziałać...

Człowiek:
Panie, spróbujmy coś ze mnie zrobić.

Bóg:
Tak, spróbujmy."

7/06/2009

LIST MIŁOSNY

Pewna księżniczka dostała na urodziny od swego narzeczonego ciężką,
choć niezbyt dużą paczkę, o dziwnym okrągłym kształcie.
Zaciekawiona rozpakowała szybciutko i znalazła w środku... kulę armatnią.
Rozczarowana, ze złością rzuciła ją na podłogę.
Wtedy pękła zewnętrzna czarna powłoka
i ukazała się mniejsza kula w pięknym srebrzystym kolorze.
Księżniczka podbiegła i ujęła ją w dłonie.
Obracając ją, przypadkowo przycisnęła lekko w pewnym punkcie jej powierzchnię.
I oto srebrna otoczka otworzyła się, odsłaniając wspaniałą złotą szkatułkę.
Teraz księżniczka łatwo otworzyła złote pudełeczko,
w środku którego na miękkiej czarnej materii spoczywał cudowny pierścionek,
połyskujący brylancikami tworzącymi dwa słowa:
KOCHAM CIĘ.

Wielu ludzi myśli: Pismo święte to nie dla mnie.
Jest zbyt trudne, nie potrafiłbym nic zrozumieć.
Lecz jeśli ktoś zdobędzie się na wysiłek zdarcia pierwszej "warstwy"
poprzez skupienie i modlitwę,
za każdym razem odkryje nowe i zaskakujące wspaniałości.
A przede wszystkim zostanie bezgranicznie zadziwiony jednoznacznością
biblijnego boskiego posłania: BÓG CIĘ KOCHA.

Bruno Ferrero "Czterdzieści opowiadań na pustyni"

Maly Ksiaze....

Wspomnienia z tegorocznego obozu na dlugo pozostana w pamieci nie tylko dzieci ale i naszych.

Bylo... tak kolorowo i radosnie.
Zabawnie...
bo kiedy 6-latka zauroczona chlopcem mowi : "owszem, bedzie on moim mezem jesli oczywiscie jestem mu dostojna. Jesli mama wyrazi zgode" to mozna umrzec ze smiechu.
Usmiechom nie bylo konca...

Ktos wczoraj napisal mi , ze tak strasznie mu przykro, bo pewien 35 latni facet nadziany kasa jest tak nieszczesliwy i zaczal cpac, pic itd. pomyslalam sobie-jest dorosly, jego wybory-wie czym to grozi. Naprawde duzo bardziej interesuje mnie los malej 3 letniej Shirn , ktora wczoraj zostala na 3 godziny sama w domu ( zjawilam sie tam przez przypadek...)
9-cio letiej Sabiny,ktora choruje na raka czy w koncu Lidy, ktorej buty rozpadly sie w strzepy i bylo trzeba je sklejac tasma klejaca , by dziecko "jakos" dojechalo do domu....
chyba blizej mi do tych problemow.