5/03/2018

...

czasem dobrze wrócić do wspomnien....

12/13/2011

...chwila wspomnienia...

tak mnie jakoś na wspomnienia wzięło... ech... ale moze lepiej przemilczę....

2/22/2011

ks.Marek Rybiński SDB

Kiedy w piątkowy wieczór przygotowywalam się do obrzędowego świecowiska z okazji Dnia Mysli Braterskiej dotarła do mnie wiadomosc o bestialskim mordzie... z jednej strony to bestialskie i straszne... co czlowiek czlowiekowi potrafi zrobic, z drugiej... hm.. misjonarz... który ginie na misji...mlody Ksiądz pełen ciepla, radosci i werwy do słuzby Bogu i bliznim...
Smutek towarzyszy mi od kilku dni, ale i ... radosc, bo wierzę , ze ks.Marek spoglada teraz na nas z góry , dyskutuje z księdzem Bosko i wyprasza łaski dla tunezyjskiej misji i wszystkich innych...
Ponoc nie jest wazne jak dlugo zyjemy, ale jak zyjemy... mysle, ze ks.Marek przezyl zycie najpiekniej...
dzis dziekuje Bogu za to, ze Ktos taki chodzil po świecie czyniac go kazdego dnia odrobine lepszym...
pokoj Jego duszy...
dobrovolka

8/08/2010

juz prawie rok jak wrociłam.... dziwnie... bardzo dziwnie... za kilka dni napisze ...

4/28/2010

wspomnienie też jest formą spotkania...

od kilku dni dopada mnie potworna tęsknota...
Myślę o El, o Mirim, o Sabinie....

dwa dni temu łzy same -mimowolnie spływaly mi po policzkach...
Nie potrafiłam znalezc radosci w tym, że tam byłam...
było mi zle-bo nie moglam tam byc teraz....
Ciekawe jak Miri w wojsku... czy jest juz zdrowy...
ach...Gardasz..
:(
dzis wiem, ze wspomnienie-to tez forma spotkania....choc nieco inna... :(

2/08/2010

12-14.02.2010

A w piątek kolejne spotkanie w SOMie - tym razem dla wolontariuszy długoterminowych :)

12/13/2009

po spotkaniu w Warszawie

Właśnie wróciłam do domu... po spotkaniu w SOMie... cóż to było za przeżycie...
Tak szybko znalazłam się po tej "drugiej stronie"
Jak ten czas pędzi...
Tylu cudownych ludzi poznałam...
Nie sposób wymienić Was wszystkich z imienia- ale DZIĘKUJĘ! Za to, ze jesteście! Za to, że chcecie służyć, za to, że dajecie MI tak dużo tak bardzo pozytywnej energii!
Wiecie jak bardzo misje są dla mnie ważne... Jak moje serce dla nich bije... Dziękuję , dziękuję za to JESTEŚCIE! Cudownie było Was poznać, podzielić się moim skromnym doświadczeniem pracy wolontariackiej.
Wspaniale było spotkać tych, o których dotychczas tylko słyszałam...np Agnieszkę Jaroszewicz :)
Tych, którzy w tym samym czasie co ja- pracowali na misji...
Tak dobrze z Wami być! Wiecie... sama świadomość, że wiem, że jesteście- zmienia tę ziemię w KWITNĄCY OGRÓD!

JESTEŚCIE NAJLEPSI! a Pan Bóg Was kocha :)
i ja też :)

11/02/2009

zapraszam :)

a teraz zapraszam na blog www.zhpcybinka.blogspot.com

:) CZUWAJ!

10/04/2009

po powrocie

Mija juz drugi miesiac, kiedy otaczają mnie ljedynie udzie mowiący w naszym ojczystym języku....
Wróciłam...
Choć serce rozbite na Tu i Tam...
I jak bylo? pytaja wszyscy...
"inaczej" pada odpowiedz...
bo jak tu opowiedziec rok zycia w zupelnie innym kraju, posrod zupelnie innych ludzi....
Zaskakuja mnie roznice miedzy tymi swiatami.
Czasem mam wraznienie , ze juz tu nie pasuje...
Chyba jeszcze za swieżo by pisac...
Poza tym, zyje jeszcze azerbejdzanskim zyciem - dzielac sie swoimi doswiadczeniami wsrod mlodziezy szkolnej.
Odwiedzilam juz szkoly w Slubicach, Gorzowie i Pabianicach... przede mna jeszcze wiele godzin opowiesci... by ludzie- Ci z mlodymi sercami- uwrazliwili sie na potrzeby swoich rowiesnikow z krajow misyjnych. By zastanowili sie nad tym jak wiele szczescia mamy,że zyjemy w wolnym kraju gdzie istnieje wolnosc wyznania... Przeciez oni sa tacy sami... tak samo kochaja, tak samo sie zakochuja, maja te same dylematy, maja te same problemy z rodzicami TYLKO, ze skala tych problemow jest czesto nieporownywalna....
Jeszcze napisze....obiecuje.
Z Najlepszym Przyjacielem

8/09/2009

Czlowiek odchodzi a Bog zostaje

Mlodziez zrobila nam dzis pozegnanie...

kocham ich....

Czlowiek odchodzi a Bog zostaje na zawsze....

8/07/2009

"...knot zapalony, który nie zgaśnie na wietrze…”

„Tam są ludzie , którzy uśmiechnęli się do mnie …
Ty Jestes w Nich, objawiłeś mi się przez nich
Tam, w tych ludzkich duszach masz swój chram
A ja tam, mam to miejsce- knot zapalony na zawsze
Bo Ty jestes tam…
Smutno zostawiać to miejsce, przyjaciół…
Radością jest to, ze Ty Jesteś w nich
Oni uśmiechnęli się do mnie….
Teraz jednak wiem- na zawsze – i ja TU mam to miejsce – knot zapalony, który nie zgaśnie na wietrze…”

Dźwięki tej słowackiej piosenki rozbrzmiewały w mym sercu od pierwszego kroku jaki postawiłam na azerbejdżańskiej ziemi…
Pamiętam, gdy Miri śpiewał ja głośno uśmiechając się cieplo tym swoim zabójczym uśmiechem przepełnionym miłości do wszystkich, napawającym optymizmem każdego…
Dlugo szukalam słów , które określą mój stan ducha przed powrotem do Polski….
Mysle, ze ta piosenka bez watpienia jest najbardziej trafna.
Trudno o tym pisac… Radosc miesza się z tęsknotą…
Nie potrafię odnaleźć siebie w przyszłości…
W sercu dziwny stan…
W myślach bałagan…
To nie pierwszy raz w życiu, a jednak taki odmienny…
Na podsumowania jeszcze za wcześnie…
Wiem i bardzo pragnę, powinnam –TU- wszystkim razem i każdemu z osobna podziękować- i dziękuje…
Bogu- za Dar tego roku, Rodzicom, Salezjańskiemu Osrodkowi Misyjnemu, Rodzinie, przyjaciołom… nieznajomym…za modlitwy, obecność, ciepłe słowo, które przylatywało w` zaskakujących chwilach.
Nie sposób wymienić wszystkich- bądźcie jednak pewni, że Bóg o nikim nie zapomina  a i ja pamiętam i przez modlitwę dziękuje 
Za kilka dni wracam do domu…
Do świata , który znam , ale który pewnie przez jakiś czas mnie będzie zaskakiwał…
Zostawiam świat i ludzi , których pokochałam…
Zostawiam na tej żółtej ziemi ubranej w glinę, w tym zapachu ropy… w tych sercach młodych część siebie, część serca , która na zawsze pozostanie już tylko TU…
Zostawiam przyjaciół, którzy pomogli mi odkryc trochę prawdy o samej sobie…

Nauczyłam się czagos przez ten rok…
Mimo ze przez człowieka mamy się uczyć odpowiadać na Bozą milosc to nie człowiek jest tu najważniejszy…
„Jeśli na swojej drodze zycia spotkasz człowieka-chocby najbardziej niezwykłego i o nim zapomnisz- nic się nie stanie. Jeśli jednak spotkasz Jezusa lub miniesz Go po drodze i nie zauważysz- stracisz wszystko…”

Resztą póki co- nie potrafię się z Wami podzielić… może za jakiś czas… pewnie już z Polski…

Pozwolicie , ze post ten zakończę slowami z 3 listu sw. Jana 13-15

Wiele mógłbym Ci napisać,
Ale nie chce używać atramentu i pióra
Mam bowiem nadzieje,
Że zobaczę Cie wkrotce
I wtedy osobiście porozmawiamy
Pokój niech będzie z Tobą!
Przyjaciele ślą Ci pozdrowienia
Pozdrów imiennie każdego z przyjaciół!

Z Najlepszym Przyjacielem… Najlepszym….
Dobrowolka z Baku

8/04/2009

dziekuje

Chcialam Wam cos napisac, ale teraz to takie trudne... chyba poki co - nie potrafie. Wiem- chce Wam wszystkim podziekowac, za obecnosc, za modlitwe przez ten caly czas.... jeszcze zbiore mysli z tych nie4poskladanych i wowczas napisze...
Dzieciaki przychodza, tula sie... mlodziez mowi "nie wyjezdzaj"....
wiele przez ten rok doswiadczylam.... napisze moze za kilka dni...
gdy mysli sie poukladaja...

8/01/2009

Zielona Strona Zycia

Tak wlasnie postanowilismy nazwac nasz tegoroczny oboz.
Temat- EKOLOGIA. Zupelnie obcy, zup[elni nowy dla tutejszej mlodziezy...
Oboz- jak to dzieciaki okreslily "nie chcemy wracac do domu " :)
Pewnie jak we wszystkim- nie brakowalo minusow, ale calosc- podsumowujac-udala sie :)
Z tego miejsca pragne podziekowac wszystkim dzieki ktorym wyuczylam sie preacowac na obozach, od ktorych wiele sie nauczylam - przede wszystkim - WUJKOWI WACKOWI....
jutro napisze wiecej a dzis- biegiem spac :)

7/19/2009

autobus w plomieniach

Wprawdzie oboz –drugi już – dobiega końca, to jednak postanowiłam się podzielić z Wami choćby odrobiną naszych przeżyć.
Z początkiem tygodnia rozpoczęliśmy z dziećmi przygodę w poszukiwaniu zaginionego czasu.
Wyjazdy nad morze, bieg patrolowy po muzeach, gry i zabawy…konkursy różnego typu każdego dnia były naszym udziałem:)
Na twarzach wszystkich widniał uśmiech – co jest dla nas najważniejsze. I nie grają na słodycze ani inne nagrody ale zwyczajnie- dla „drużby” , dla samej zabawy.:)
Dziś gdy po raz kolejny wybraliśmy się nad morze „magicznym wehikułem czasu 220”( magiczny autobus- magiczny-bo jeszcze jezdzi) sprzed -nie wiem ilu lat – przy samej niemalże mecie nasz wehikuł stanął w płomieniach.
Chwała Bogu że nic nikomu się nie stało.
Dziesiątki razy przekonuję się tu , ze Opatrzność czuwa nad nami.
Czasem to co w Polsce mogłoby wydawać się czymś ekstremalnym- tu jest na porządku dziennym , za to tutejszy extreme – często zaskakuje mnie nie mniej niż przed rokiem. Ale mowcie sobie co chcecie- ja naprawde to lubię.

7/14/2009

ostatni miesiac....

Od czasu do czasu czytam blogi innych wolontariuszy… Przemek wczoraj napisał maila, już z Polski… Nieprawdopodobne jak prędko ten rok minął.
Czas powrotów do domów, do najbliższych, do przyjaciół, do starego świata, który –tak dobrze-znamy, ale pewnie który przysporzy nam wiele trudności nim się w nim odnajdziemy na nowo. Nie bądźcie zdziwieni Kochani…Każdy z nas kto miał to szczęście i mógł pełnić służbę w jakimś zakątku świata przez rok – nie może wrócić nie odmieniony.
Procesy , które we mnie zachodziły przez ten rok często dla mnie samej były szokujące i nadal są.
Z pozoru nic się nie zmieniło- za miesiąc do Polski wraca ta sama Ewa…
Nie zmienił mi się kolor oczu, ale spojrzenie – mam inne…i serce inaczej bije wystukując rytm „lezginki”.
Czasem odnoszę wrazenie , ze odnalazłam w sobie kogoś kogo nigdy dotąd nie znałam. Nie wiem czy jest to ktos lepszy, jest na pewno odmieniony…
a może się mylę? Nie wiem… to już dostrzegą lub nie- Ci, którzy znają mnie najlepiej.
Na wiele spraw patrzę z zupełnie innej perspektywy. Pewnie rok temu do głowy by mi to nie przychodziło.
Czytałam dzis list Oli i Macka, którzy sa w Hwange , w Zimbabwe. Heh… mnie tez wielu ludzi pyta już teraz- „i co dalej”?
Powiem wam co dalej- dziś nie znam na to pytanie odpowiedzi. Nie znam i nie zadręczam się tym, nie szukam jej na siłe. Przyjdzie w swoim czasie. Mam jakies pomysły, ale nie to jest najistotniejsze w tym. Ufam i wierze- KOMU? – to już tez powinniście wiedziec :)
Wszystko chciałabym złożyć na Jego ręce… by tylko On mna kierował, by Jego- nie moja wola była spełniona…a by moja wola- była zawsze zgodna z Jego wola… a gdy nie jest – bym z pokorą potrafiła ja przyjmować… a czasem to takie trudne…

7/07/2009

... MODLITWA...

jest taka ZATOKA, do ktorej wplywaja dobre wiesci...

Ta przyplynala w jednej butelce...

Nie moglam sie nia z Wami nie podzielic :)

Odrobine dlugie- ale prosze-wytrwajcie do konca w czytaniu :)



... MODLITWA...

"Człowiek:
Ojcze nasz, który jesteś w Niebie

Bóg:
Tak słucham

Człowiek:
Nie
przeszkadzaj mi, modlę się.

Bóg:
Przecież Mnie wezwałeś.

Człowiek:
Wezwałem?
Ciebie? Nie wzywałem Cię. Ja tylko się modlę. Ojcze nasz, który jesteś w
niebie...

Bóg:
Widzisz, znowu Mnie wezwałeś.

Człowiek:
Czyżby
ja?

Bóg:
Wezwałeś Mnie. Powiedziałeś: "Ojcze nasz, który jesteś w niebie" - i oto
jestem. Co miałeś na myśli mówiąc to?

Człowiek:
Tak właściwie, to nic nie miałem na
myśli... Ja po prostu odmawiałem swoją codzienną modlitwę. Zawsze odmawiam "Ojcze nasz".
To sprawia, że czuję się jakoś lepiej, jak po dobrze spełnionym obowiązku.

Bóg:
No
dobrze, mów dalej.

Człowiek:
Święć się Imię Twoje...

Bóg:
Zaczekaj moment. Co
przez to rozumiesz?

Człowiek:
Przez co?

Bóg:
Przez święć się Imię Twoje.


Człowiek:
To znaczy... To znaczy, że... A niby skąd mam wiedzieć? To jest po prostu
część modlitwy. A tak właściwie, to co to znaczy?

Bóg:
To znaczy godzien najwyższego
szacunku, święty, wspaniały...

Człowiek:
Ooo, to zaczyna nabierać jakiegoś sensu!
Nigdy wcześniej nie rozmyślałem nad tym, co oznacza "święć się", "przyjdź Królestwo
Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi..."

Bóg:
Czy naprawdę tego
chcesz?

Człowiek:
Pewnie, czemu nie...

Bóg:
A co robisz, żeby tak się
stało?

Człowiek:
Robię? Chyba nic. Tak tylko sobie myślę, że byłoby całkiem fajnie,
gdybyś zaczął kontrolować tu na dole wszystko - tak jak robisz to na górze...

Bóg:
A
czy Ja mam kontrolę nad tobą?

Człowiek:
Ależ tak... Chodzę do kościoła... Modlę się...
Chodzę na religię...

Bóg:
Nie o to pytałem. A co z twoimi przyzwyczajeniami
kierowanymi pożądaniem? Co z tak częstym brakiem opanowania? To są naprawdę twoje
problemy. A teraz spójrzmy na to jak wydajesz swoje pieniądze - wszystko tylko na siebie.
A co z książkami i czasopismami jakie czytasz?...

Człowiek:
Przestań się mnie tak
czepiać! Jestem tak samo dobry jak część całej reszty udawaczy, którzy przychodzą do
kościoła.

Bóg:
Przepraszam. Myślałem, że modlisz się o to, żeby stała się Moja wola.
Jeśli ma się tak stać - wszystko musi się zacząć od tych, którzy się o to
modlą.

Człowiek:
Widzę, że mam jednak sporo niedociągnięć. Teraz, gdy o nich
powiedziałeś, mógłbym dodać jeszcze parę innych...

Bóg:
Ja też.

Człowiek:
Nigdy
nie myślałem o tym, co robię w ten sposób - aż do tej chwili. Naprawdę chciałbym odrzucić
parę z tych rzeczy. Chciałbym być... naprawdę wolny.

Bóg:
Dobrze. Teraz już dokądś
zmierzamy. Będziemy pracowali razem.: ty i Ja.

Człowiek:
Słuchaj Panie... Muszę już
kończyć. To naprawdę trwa o wiele dłużej niż zwykle. Chleba naszego powszedniego daj nam
dzisiaj...

Bóg:
Powinieneś zrezygnować trochę z tego chleba. Zdaje Mi się, że ważysz
sporo ponad normę...

Człowiek:
Zaraz, zaraz! A co to ma być? Światowy Dzień
Krytyki???

Bóg:
Modlitwa może być rzeczą niebezpieczną. Mógłbyś się jakoś zmienić. To
właśnie próbuję ci uświadomić. Wezwałeś Mnie i oto Jestem. Módl się dalej. Jestem ciekawy
następnej części twojej modlitwy.

Człowiek:
Boję się...

Bóg:
Obawiasz się?
Czego.

Człowiek:
Wiem, co powiesz...

Bóg:
Spróbuj, a przekonasz
się.

Człowiek:
"I przebacz nam nasze winy, jako i my przebaczamy naszym
winowajcom".

Bóg:
A co z Darkiem?

Człowiek:
Widzisz? Wiedziałem! Wiedziałem, że
będziesz o tym mówił. Panie, to co on o mnie opowiadał to kłamstwa! Nigdy nie oddał mi
tych pieniędzy, które był mi winien! Mam powody, żeby mu się zrewanżować.

Bóg:
A twoja
modlitwa? Co z twoją modlitwą?

Człowiek:
Wcale o tym nie
myślałem.

Bóg:
Przynajmniej jesteś szczery. Chyba nie jest rzeczą dobrą nosić taki
ciężar goryczy gdzieś w środku... Racja?

Człowiek:
Z pewnością tak. Ale poczuję się
zaraz lepiej jak tylko wyrównam rachunki.

Bóg:
Wcale nie poczujesz się lepiej.
Będziesz czuł się o wiele gorzej. Taki rewanż nie niesie ze sobą słodyczy. Pomyśl jak
nieszczęśliwy już jesteś. Ale ja mogę to wszystko zmienić.

Człowiek:
Możesz?
Jak?

Bóg:
Przebacz Darkowi. Wtedy ja przebaczę tobie, a wtedy nienawiść i grzech będą
problemem Darka, a nie twoim. Możliwe, że stracisz pieniądze, ale zyskasz spokój w swoim
sercu.

Człowiek:
Boże, ja nie potrafię przebaczyć Darkowi...

Bóg:
Więc Ja nie mogę
przebaczyć Tobie.

Człowiek:
Masz rację. Ty jak zwykle masz rację. Dobrze, dobrze...
Przebaczę mu. Panie, pomóż mu znaleźć właściwą drogę w życiu. On musi być strasznie
nieszczęśliwy. Każdy kto robi takie rzeczy jak on, powinien przestać. W jakiś sobie znany
sposób, pokaż mu drogę prawdy.

Bóg:
No, no. Świetnie. Jak się teraz
czujesz?

Człowiek:
Hmmm. Całkiem nieźle. Naprawdę nieźle. Prawdę mówiąc, po raz
pierwszy odkąd pamiętam, pójdę spać bez obciążenia

Bóg:
Jeszcze nie skończyłeś swojej
modlitwy. Mów dalej.

Człowiek:
I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode
złego...

Bóg:
Dobrze, dobrze. Zrobię to. Tylko nie wpychaj się w miejsca, w których
możesz ulec pokusie.

Człowiek:
Co przez to rozumiesz?

Bóg:
Przestań się wałęsać
wokół kiosków, gdzie sprzedawany jest "Playboy". Zmień niektóre ze swoich przyjaźni.
Niektórzy z twoich tak zwanych przyjaciół zaczynają przystępować do ciebie. Całkowicie cię
wplączą w jakieś złe sprawy. Nie daj się "robić w konia". I nie traktuj mnie jak drogi
ucieczki.

Człowiek:
Nie bardzo rozumiem.

Bóg:
Oczywiście, że rozumiesz. Robiłeś to
wiele razy. Pakujesz się w jakąś brzydką sytuację, w jakieś kłopoty - a dopiero potem
uciekasz do Mnie. "Panie pomóż mi wydostać się z tego bałaganu, a przyrzekam, że nigdy
więcej tego nie zrobię". Pamiętasz parę takich transakcji, które próbowałeś ze Mną
robić.

Człowiek:
Tak, Panie pamiętam. I bardzo się wstydzę. Naprawdę.

Bóg:
Którą z
tych "transakcji" pamiętasz?

Człowiek:
Kiedyś jedna kobieta mieszkająca obok
widziała mnie jak wychodziłem z sąsiedniego baru. Powiedziałem wtedy mojej matce, że idę
do sklepu. Pamiętam jak Cię prosiłem "Boże nie dopuść, żeby powiedziała o tym mojej
matce... obiecuję, że w każdą niedzielę będę na Mszy św."

Bóg:
Ona nic nie
powiedziała twojej mamie, a ty nie dotrzymałeś słowa, czy nie
tak?

Człowiek:
Przepraszam Panie, naprawdę. Do dziś byłem przekonany, że jeśli
odmawiam codziennie "Ojcze nasz"... mogę robić co mi się podoba. Prawdę mówiąc nie
oczekiwałem, że coś takiego - jak dziś - mogłoby się wydarzyć.

Bóg:
Mów dalej i
dokończ swoją modlitwę.

Człowiek:
Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na
początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

Bóg:
Czy wiesz, co przyniosłoby Mi
chwałę? Co by naprawdę Mnie uszczęśliwiło?

Człowiek:
Nie, ale bardzo chciałbym
wiedzieć. Chcę sprawić Ci przyjemność. Teraz widzę jak wspaniale być Twoim
naśladowcą.

Bóg:
Właśnie odpowiedziałeś sobie na to pytanie.

Człowiek:
Jak
to?

Bóg:
Tak największą chwałę mogą Mi przynieść ludzie tacy jak ty, ludzie , którzy
naprawdę Mnie kochają. Widzę, że coś takiego ma miejsce między nami. Teraz, gdy część
twoich starych grzechów została ujawniona i oddalona, kto wie co możemy razem
zdziałać...

Człowiek:
Panie, spróbujmy coś ze mnie zrobić.

Bóg:
Tak, spróbujmy."

7/06/2009

LIST MIŁOSNY

Pewna księżniczka dostała na urodziny od swego narzeczonego ciężką,
choć niezbyt dużą paczkę, o dziwnym okrągłym kształcie.
Zaciekawiona rozpakowała szybciutko i znalazła w środku... kulę armatnią.
Rozczarowana, ze złością rzuciła ją na podłogę.
Wtedy pękła zewnętrzna czarna powłoka
i ukazała się mniejsza kula w pięknym srebrzystym kolorze.
Księżniczka podbiegła i ujęła ją w dłonie.
Obracając ją, przypadkowo przycisnęła lekko w pewnym punkcie jej powierzchnię.
I oto srebrna otoczka otworzyła się, odsłaniając wspaniałą złotą szkatułkę.
Teraz księżniczka łatwo otworzyła złote pudełeczko,
w środku którego na miękkiej czarnej materii spoczywał cudowny pierścionek,
połyskujący brylancikami tworzącymi dwa słowa:
KOCHAM CIĘ.

Wielu ludzi myśli: Pismo święte to nie dla mnie.
Jest zbyt trudne, nie potrafiłbym nic zrozumieć.
Lecz jeśli ktoś zdobędzie się na wysiłek zdarcia pierwszej "warstwy"
poprzez skupienie i modlitwę,
za każdym razem odkryje nowe i zaskakujące wspaniałości.
A przede wszystkim zostanie bezgranicznie zadziwiony jednoznacznością
biblijnego boskiego posłania: BÓG CIĘ KOCHA.

Bruno Ferrero "Czterdzieści opowiadań na pustyni"

Maly Ksiaze....

Wspomnienia z tegorocznego obozu na dlugo pozostana w pamieci nie tylko dzieci ale i naszych.

Bylo... tak kolorowo i radosnie.
Zabawnie...
bo kiedy 6-latka zauroczona chlopcem mowi : "owszem, bedzie on moim mezem jesli oczywiscie jestem mu dostojna. Jesli mama wyrazi zgode" to mozna umrzec ze smiechu.
Usmiechom nie bylo konca...

Ktos wczoraj napisal mi , ze tak strasznie mu przykro, bo pewien 35 latni facet nadziany kasa jest tak nieszczesliwy i zaczal cpac, pic itd. pomyslalam sobie-jest dorosly, jego wybory-wie czym to grozi. Naprawde duzo bardziej interesuje mnie los malej 3 letniej Shirn , ktora wczoraj zostala na 3 godziny sama w domu ( zjawilam sie tam przez przypadek...)
9-cio letiej Sabiny,ktora choruje na raka czy w koncu Lidy, ktorej buty rozpadly sie w strzepy i bylo trzeba je sklejac tasma klejaca , by dziecko "jakos" dojechalo do domu....
chyba blizej mi do tych problemow.

6/28/2009

FRANCUZKI ABSURD...

"W czasie Zgromadzenia Narodowego w Wersalu 23 czerwca Nikolas Sarkozy powiedział: "Burka (nakrycie glowy u muzulmanki) nie jest już mile widziana na terytorium Republiki Francuskiej! Kobiety, które zmusza się do jej noszenia są odcięte od życia społecznego, pozbawione osobowości. Nie tak Republika Francuska wyobraża sobie godność kobiety" oraz "Nie możemy dłużej akceptować faktu, że kobiety traktuje się jak przedmioty i podporządkowuje całkowicie mężczyznom. Nikab to swego rodzaju więzienie"."
(zrodlo-onet.pl)

Zwykle nie komentuje takich spraw, ale to mna wzburzylo...
Absurd!!!
Od ponad 10 miesiecy zyje w kraju gdzie 93 % spoleczenistwa deklaruje sie jako muzulamanie.
Chyba jako Europejczykom cos nam sie w glowach poprzestawialo....albo Francuzom...nie wiem...
Zakryta glowa ma oznaczac, ze kobiete traktuje sie jak przedmiot i uwlacza jej godnosci? Zabiera jej wolnosc? Jeszcze w takim laickim kraju jakim jest Francja?
Co za absurd...
A kiedy u nas- kobiety chodza w pol nagie po ulicach, na plakatach widnieja wyzywajace fotografie przepelnione seksizmem, w sklepie miedzy czasopismami tuz obok tych skierowanych do dzieci na pierwszy plan rzucaja sie te pornograficzne- to nam nie przeszkadza... nie sprzeciwiamy sie temu...to nie uwlacza w naszym mniemaniu kobiecej godnosci...
powiem Wam cos- to uwlacza godnosci i kobiety i mezczyzny...-bo obydwoje sa zobowiazani do zachowania czystosci.
Niewiarygodne, ze zakryta glowa u kobiety tak bardzo wzburza Francuzow.... och , jak to jej uwlacza...
zabiera wolnosc...
a jesli okazloby sie , ze czyni to ona wlasnie z wlasnej wolnosci? ale byliby zaskoczeni..wiekszosc z tych kobiet- ku zaskoczeni- wlasnie czyni to w wolnosci.

nieprawdopodobne do jakich absurdow jestesmy w stanie sie posunac...

Dlaczego malo kto uczy szacunku do kobiety poprzez zachowanie jej i dla niej czystosci? A Kosciol latwo sie wysmiewa , bo nie idzie w parze z "nowoczesnoscia" a o to zabiega.
No coz- prawda jest taka ze na ladzie i czystosci nie zarobi sie milionow...

Tymczasem te kobiety -muzulmanki- w burkach chodza tylko po ulicach. Dla swojego meza, w domu- sa piekne, pelne wdzieku, jedyne... wszystko oddaja TYLKO JEMU...
Nie odslaniaja sie dla wszystkich- sa darem dla niego...TYLKO DLA NIEGO... Czy to nie jest niezwykle? Czy naprawde mezczyzna chce by inni mezczyzni lepkim wzrokiem patrzyli na jego wybranke, czy moze chcialby byc TYM wyjatkowym- dla ktorego to- JEGO JEDYNEGO ona bedzie ta piekna?
Dlaczego u nas- w Polsce, kraju gdzie tak wielu deklaruje sie , ze sa wyznawcami Chrystusa- ludzie , ktorzy chca zachowac czystosc dla swojego wspolmalzonka sa wysmiewani i niemodni? bo nie chca sie modnie "wyprobowywac" , mieszkac ze soba bez slubu, ... banal... kolejny banal...
i jeszcze jedno- to nie CI tradycjni, uwazani za niemodnych - to nie oni przenosza choroby...
Kazdy ma wolna wole, zyje jak chce- sam decyduje...
ja wiem- Tylko Bog, maz i zona... tylko oni troje. Tylko tak mozna byc prawdziwie szczesliwym...
bo Milosc to trosa o drugich... to pokonywanie samego siebie kazdego dnia na nowo...